Nie lubię poniedziałku

     Budzę się rano, trochę niezadowolona, bo przecież dziś pierwszy dzień szkoły po szalenie przyjemnych dwóch tygodniach nicnierobienia. Jeszcze w połowie śpiąc, starając się odrzucić piękne sny i wspomnienia minionych dni, wynurzam najpierw, tak nieśmiało, czubek głowy a następnie całą twarz z cieplutkiej, różowo-fioletowej pościeli i zerkam w stronę okna. Na goździki, znajdujące się na ciemnobrązowym parapecie, padają lekkie promyki słońca. To od razu mnie ożywia! Przecieram zamroczone snem oczy i wierzę, że wcale nie będzie tak marnie. Tym razem już cała wychodzę z łózka i szybko się ogarniam. Dzięki mojemu wrodzonemu roztargnieniu prawie zapomniałam spakować aparat! Na szczęście biorę swój sprzęt i biegnę (jak zwykle z rana - spóźniona...) do białego samochodu Mamy. Szybko wyjeżdżamy z osiedla skąpanego w promieniach orzeźwiającego światła. Słuchając przyjemnych nut z radia, spoglądam zza szybę. Słońce delikatnie muska moją buzię, wypychając poranny marazm. Wchodząc do szkoły mam trochę gorszy humor, no bo przepraszam bardzo, kto cieszyłby się z dwóch matematyk rano? Ale spotykam Julkę, zaczynamy rozmawiać i znów jest trochę lepiej. Na przerwie widzę się z moim chłopakiem Jasiem. Żartujemy, rozmawiamy, czas płynie trochę szybciej a przede wszystkim przyjemniej. Ani się obejrzę, a już wychodzę ze szkoły, oddalam się od naznaczonego czasem budynku i biegnę na tramwaj, który niechybnie mi ucieknie, bo jak zwykle miałam nadmiar czasu... Jest, udało się! Prędko wsiadam i obieram kierunek na Osiedle Rzeczypospolitej, gdzie czeka na mnie moja przyjaciółka Sandra. Witamy się i bez zastanowienia wskakujemy w pierwszy tramwaj. Kolejny raz sukces - akurat jedzie na Śródkę, czyli tam, gdzie chcemy. Po kilkunastu minutach jesteśmy na Ostrowie Tumskim, przy monumentalnej katedrze i nie do końca oszałamiającym, ale uroczym moście Jordana, nazywanego Mostem Miłości. Wyjmuję aparat z plecaka i zajmuję się tym, co sprawia mi najwięcej przyjemności. Nieśmiało wchodzimy do katedry, podnosimy oczy do góry i podziwiamy jej ogrom. Kiedy wychodzimy, lekko owiewa nas przyjemne, wiosenne powietrze. Nieśpiesznie przechadzamy się po znanym-nieznanym Poznaniu, rozkoszując się pogodą, fotografią i własnym towarzystwem. Szybko mijają kolejne minuty, a ja utwierdzam się w przekonaniu, że, wbrew wcześniejszemu wyobrażeniu, ten dzień nie jest taki zły. 



.






Sprawdź także:

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.