Co warto obejrzeć: Kamienie na szaniec

     Jeśli wybierasz się na ten film, żeby obejrzeć wiernie zekranizowaną powieść, to lepiej zostań w domu. Jeżeli natomiast chcesz zobaczyć piękny obraz o miłości (nie tylko tej między kobieta a mężczyzna oczywiście, toż to patrioci!), przyjaźni i odwadze, której potrzeba by walczyć o te wartości, to serdecznie zapraszam na najnowszy film warszawskiego reżysera "Kamienie na szaniec".


     Sam reżyser Robert Gliński przyznał, że film nie jest adaptacją książki, jest jedynie luźno z nią związany. Są oczywiście utrzymane główne fakty, czy bohaterowie, ale niezbyt wiernie. Może jedna rzecz, na którą wypadałoby zwrócić uwagę - bardzo nikła obecność Alka (w tej roli Kamil Szeptycki). Choć w sumie to akurat, książka tłumaczy - Alek przecież długi czas przebywał poza stolicą, a skoro akcja filmu toczyła się w Warszawie, a losy młodego mężczyzny właściwie nie były ściśle powiązane z resztą chłopaków. A z powodu oczywistych ograniczeń czasowych musieli coś wyciąć no i padło na Alka. Dobrze, niedobrze? Moim zdaniem na plus. Dzięki temu film ukazywał w miarę jeden wątek, a przez to cały obraz był spójny, bez niepotrzebnych dodatków. No, dość o książce, o której nie dziś ma być przecież mowa.
     Co zachwyca na samym początku to niesamowita muzyka skomponowana przez Targosza. Mocne rockowe kawałki idealnie pasują do brawurowych akcji Małego Sabotażu, w których uczestniczą nasi młodzi bohaterowie. Spodziewałam się większej ilości działań, w których uczestniczyli harcerze, lecz były to tylko migawki z żwawymi gitarami w tle. Z drugiej strony był to pozytyw - dzięki temu film był dynamiczny, nie dało się na nim nudzić, a dwie godziny zleciały niesamowicie szybko. Kolejnym aspektem, na który pragnę zwrócić uwagę jest wyśmienita gra młodych, jeszcze, mam nadzieję, nieznanych aktorów. Tutaj na szczególną uwagę zasługuje aktor grający "Rudego", czyli Janka Bytnara (w tę rolę wcielił się Tomasz Ziętek). Jego gra niczym nie ustępuje weteranom polskiego kina. Perfekcyjnie wciela się w swawolne sceny z podrywaniem dziewczyn, jednocześnie bardzo dobrze radząc sobie z okrutnymi obrazami, w których widzimy katowanie "Rudego" przez Nazistów. Ogólnie rzecz biorąc, Ziętek jest bardzo wiarygodny i liczę, że zobaczę go w jeszcze wielu produkcjach. Na mniejszą pochwałę zasługuje Marcel Sabat, wcielający się w postać "Zośki", czyli Tadeusza Zawadzkiego. Choć na początku jego postać była równie ciekawa co ta, grana przez Ziętka, o tyle w miarę rozwijania się akcji, powoli acz skutecznie rozpadała się.  Pod koniec, niestety, budziła nawet śmiech. Ale i tak, bardzo cenię młodych aktorów, którzy świetnie poradzili sobie z rolami i ukazali jaka zaszła zmiana w młodych harcerzach - od chłopców, trochę bawiących się w wojnę, aż po mężczyzn, którzy jej okropności doświadczyli na własnej skórze. Co było dużym minusem filmu pod względem aktorów? Mało rozwinięte role kobiece. Aktorki nie miały szansy pokazać swoich możliwości w krótkich scenach, które zostały im przydzielone. Na ich niekorzyść, mam wrażenie.


     Wątki miłosne. No to chyba budziło większe kontrowersje Polaków niż brak ścisłości z powieścią Kamińskiego. Nie wiem, czy były potrzebne. Na pewno ukazywały "Rudego", Alka i "Zośkę" w bardziej ludzkim wymiarze. Nie byli przecież robotami zaprogramowanymi tylko i wyłącznie do obrony ojczyzny. Mieli rodziny, sympatię, przyjaciół. Jak każdy z nas. Przedstawienie postaci i ogólnie cały obraz był bardzo przystępny, stworzony językiem nowoczesnego kina, choć niewątpliwie ciężki i raczej nie do oglądania w ramach niedzielnego relaksu. Bez niepotrzebnego patosu, niepatetycznie. Prawdziwa opowieść o prawdziwych ludziach, takich jak my.
     Może nie jest to do końca autentyczna historia, ale ja szłam do kina by zobaczyć dobry, przejmujący, dramat wojenny (i tu nie było rozczarowania - efekty specjalne były bardzo dobre, a sceny walki wiarygodne), o ludziach podobnych do mnie, mających odwagę, by walczyć o nasz kraj. I nie zawiodłam się. Polecam!


Sprawdź także:

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.