Gdzie się podziały, tamte powieści?

     Ja się pytam, gdzie są moje cudownie interesujące historie? Gdzie porywający bohaterowie, trzymająca w napięciu wartka akcja, ciekawość zżerająca do ostatniej strony, ostatniego wiersza, ostatniego słowa... Chciałoby się aż zaśpiewać "Gdzieee się podziały, tamteee powieści"... Ok, słaby żarcik, ale naprawdę jestem załamana i to wszystko dlatego, proszę nie bić!

     Idę sobie spokojnie do biblioteki, kiedy zorientowałam się, że w sumie nie mam tak za dużo czasu. Więc zrywam się prawie-biegiem i docieram do książkowego azylu szalone siedem minut przez zamknięciem. Mało czasu na grzebanie i wybieranie. Nic to, biorę kilka, zdawałoby się, pewniaków - dwie książki spisane skandynawskimi piórami i chyba z trzy Kinga. No i dziarskim krokiem wychodzę z biblioteki, dzielnie trzymając trochę zbyt ciężkie książki. Wracam do domu, już już mam czytać... Ale nie wiem co. Chyba za dużo sobie wzięłam, ten wybór mnie przytłacza. W końcu pada na "horror wszech czasów" "Lśnienie" Kinga, oczywiście. I co? I bardzo się zawiodłam. Trochę ponad trzysta stron męczyłam chyba przez cztery dni. A to o jakieś dwa i pół dnia za długo jak na dobrą książkę! Okropnie nudna, rozwija się przez dwieście stron, żeby właściwie... się nie rozkręcić. Po takim długim wstępie, naprawdę liczyłam na coś lepszego. A do tego ani razu się nie przestraszyłam, a ja wyjątkowo strachliwa bestia jestem... Smuteczek, ale no nic, biorę się za kolejną lekturę. Tym razem wybieram kryminał "Nim nadejdzie mróz" Mankella. Dlaczego wszyscy tak wychwalają tych skandynawskich autorów? Nie mam zielonego pojęcia. Akcja rozkręca się zdecydowanie za długo, a do tego język jakiś taki koślawy, po prostu meh.

     Ale nie myślcie sobie, że się poddam! Dziś Światowy Dzień Książki, więc to chyba dobry czas żeby dać kolejną szansę powieści i liczyć, że, tym razem, trafię lepiej. Nie żebym kiedykolwiek miała się poddać. Choćbym do ostatniego dnia ofierzynkowego życia miała czytać same nudne, monotonnych, niezaskakujące, uciążliwe a tym samym irytujące powieści, to i tak będę to robić. Bo ja naprawdę, szczerze i przeokropnie uwielbiam czytać.


Sprawdź także:

3 komentarze :

  1. podoba mi się to, że Twój blog jest taki przejrzysty. Dzięki temu przyjemnie się wszystko czyta.
    pozdrawiam i zapraszam do obserwowania i zerknięcia na mojego bloga:
    www.magdalenelondon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Że ktoś jeszcze lubi czytać na tym świecie... Zaskoczyłaś mnie. Skomentowałaś u mnie post, myślę sobie wejdę, ale pewnie to blog ze "stylizacjami". A tu miła niespodzianka! Podzielam Twoje zdanie. Ja idąc do biblioteki za każdym razem przeżywam to samo. Nie patrzę nawet na nowe powieści, tylko kieruję się od razu do tych starszych. Jedynym wyjątkiem jest dla mnie twórczość Elizabeth Gilbert. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak zapamiętam, to następnym razem wezmę, dzięki :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.