Co warto przeczytać? #3

     Co robi Ofierzynka przychodząc do kogoś w odwiedziny? Najpierw trochę się wstydzi wejść i peszy, że musi powiedzieć "dzień dobry", ale już dwie godziny później myszkuje Ci po pokoju. Tak też było w przypadku mojego chłopaka. U Jasia jestem co jakiś czas i zawsze muszę mu trochę przeszperać te jego cztery metry kwadratowe (taki żarcik, nie gniewaj się!). Tym razem całkiem dobrze na tym wyszłam - bo z książką "Chłopiec z latawcem" Khaleda Hosseinia.

     Na początku szło mi opornie, głównie dlatego, że zupełnie nie interesuje mnie tematyka związana (ściśle czy też jedynie w formie tła dla opowieści) ze wschodem, a dokładniej kulturą arabską. Niemniej bardzo częste zachęty Jasia i niemalże hymny pochwalne dla tej powieści, kazały mi zebrać się w sobie i przeczytać. Jesteśmy w latach 70 XX wieku, w Afganistanie. Poznajemy dwóch chłopców - Amira (pana) i Hasana (służącego), między którymi wywiązuje się, może nie do końca sztampowa, przyjaźń. Łączą ich nie tylko wspólne zainteresowania czy zabawy, ale także mniej przyjemna sprawa - brak matki. I choć Hasan w tym przypadku ma trochę "łatwiej", bo w żaden sposób nie odpowiada za nieobecność rodzicielki, Amir czuje się winny, gdyż jego matka zmarła, rodząc go. Przez całe swoje krótkie życie, Amir próbuje "wynagrodzić"  i jakoś naprawić wyrządzoną Babie, bo tak nazywa swego tatę, szkodę. Idealny moment trafia się, gdy organizowany jest doroczny konkurs puszczania latawców. Amir wie, że jeśli wygra, ojciec będzie z niego dumny i zapomni (choćby i na krótko) o wszystkim, co ich różniło. Niestety, w trakcie konkursu ma miejsce wydarzenie, którego chłopcy nie będą w stanie wymazać z pamięci. Czy było warto postawić na szali przyjaźń i wierność, by zaimponować ojcu? Czy dobre relacje z Babą pomogą zwalczyć w Amirze poczucie winy, które odczuwa? Jak wpłynie to na życie młodego człowieka?

      Oprócz tego, że książka jest fenomenalnie napisana, jest przepełniona prawdziwymi emocjami. Autor bez ogródek pisze o terrorze, jaki wprowadzili talibowie, zajmując Afganistan. Ja sama spłakłam się chyba z trzy razy (ok, może trzynaście, ale kto by się przyznawał). Co mnie ucieszyło, kultura arabska nie była bardzo eksponowana, jedynie przyjemnie umieszczona gdzieś tam w tle, nienachalnie. Choć początkowo byłam negatywnie nastawiona nawet do tak małej ilości, dowiedziałam się wielu nowych rzeczy. Książka pozwala spojrzeć inaczej na Afgańczyków czy ogólnie muzułmanów, współcześnie uznanych raczej za dewotów i terrorystów. Są to przede wszystkim ludzie o głębokim poszanowaniu do tradycji, co mi osobiście bardzo się podoba. Nie powiem, żebym nagle zmieniła uwielbienie do kultury europejskiej na arabską, ale i tak to już postęp. Dowiadujemy się też wielu rzeczy o tym, jaki Afganistan był, zanim zaczęli, za przeproszeniem, wpieprzać się do niego ludzie z zewnątrz. Ta książka jest nie tylko opowieścią o wadze przyjaźni, trudnym wyborem między tym co słuszne, a tym co proste, ale także wspaniałym źródłem wiedzy o Afganistanie "przed" i "po". A my, z naszymi wypranymi przez telewizję mózgami, potrzebujemy takich informacji, żeby ślepo nie hejtować innych kultur i narodów. Ale wracają do samej książki, polecam ją wszystkim, którzy szukają naprawdę wartościowej książki, obok której nie można przejść obojętnie.




Sprawdź także:

1 komentarz :

  1. Niedawno przeczytałam tę książkę, również polecam każdemu.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.