"Music is your special friend" Jim Morrison

     Od czasu do czasu mam tak zły nastrój, że tylko zakopałabym się w cieplutką pościel i spała cały dzień. Czasem z kolei mam tak wspaniały humor, że "chcę ryczeć, chcę krzyczeć, chcę śpiewać". No właśnie, śpiewać. Tańczyć. Słuchać muzyki. Muzyka naprawdę jest najlepszym rozwiązaniem, zawsze.

     Pamiętam, że jakiś czas temu wszystko było jakoś tak do dupki. Pogoda zła, nudno, brzydko, chłopak wkurza, przyjaciółka denerwuje, wszystko fuj ble. I chociaż przez pół dnia się tylko denerwowałam i byłam rozdrażniona, pod wieczór wpadłam na genialny pomysł, co mogłoby mi poprawić humor. Wzięłam do łapki telefon, podłączyłam biało-różowe słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Zaczęłam oczywiście od przeokropnie smętnych utworów (no bo przecież jak ma się zły humor to słucha się smutnych piosenek żeby to pogłębić, takie oczywiste!), ale potem, przypadkowo, zaczęła grać jakaś weselsza piosenka. Zły humor spakował walizki i poszedł.

     W tym tygodniu z kolei mam taki wspaniały humor, wszystko mi się jakoś tak udaje, nawet pała z plusem  z biologii nie może tego popsuć. Więc też słucham muzyki. Idę poznańską ulicą, trochę zmoknięta, ale słucham muzyki. Trochę sobie podśpiewuję pod nosem, idę lekko tanecznym krokiem. Ludzie patrzą na mnie jak na kompletnego dziwaka, ale who cares?

     Nie jestem osobą, która "słucha wszystkiego". Właściwie, kiedy pytam kogoś "Czego słuchasz?" a on mi odpowie "No wiesz, tego co leci w radiu... nie ograniczam się gatunkowo" to chce mi się trochę śmiać. Bez obrazy, bezgatunkowcy. Ja stawiam na konkretny. Od kilku lat wiernie słucham rocka czy czegoś pokrewnego. Mam swoje ukochane płyty, które mogę odtwarzać do znudzenia. Mam swoje ulubione zespoły, które prawdopodobnie nigdy mi się nie zbrzydną. Mam swoje ukochane piosenki, które nie dość że są po prostu przepiękne to jeszcze, zazwyczaj, bardzo miło mi się kojarzą.

     Na pierwszy ogień idzie moja najulubieńsza, najwspanialsza, najukochańsza i w ogóle naj, łapiecie ideę, płyta. "Loki wizja dźwięku" - płyta-historia. Nie wiem jak kiedyś mogłam nie lubić Roguckiego i mówić że pisze "pseudopoetyckie teksty dla trzynastolatek". Odwołuję, Roguc wybacz mi. Co prawda Roguca w Comie lubię mniej, ale jego solowe płyty to naprawdę jest to! Prawdopodobnie już z milion razy wzdychałam z rozmarzeniem słuchając "Małej" czy miałam dreszcze podczas odtwarzania piosenki-wiersza "Plaster miodu 3". To naprawdę płyta niezależnie od humoru - jeśli mam wszystkiego dosyć, słucham "Niebielsko", a kiedy jest mi całkiem fajnie, puszczam "I'm not afraid of your soul". Jeśli jeszcze nie znacie tej płyty, to szybciutko proszę wygooglować i przesłuchać. Teraz!

     Kolejną płytę, którą chciałabym Wam polecić, jest najnowszy krążek Artura Rojka "Składam się z ciągłych powtórzeń". Szczerze mówiąc, nie spodobała mi się za pierwszym przesłuchaniem. Dopiero gdy mój chłopak aka moje muzyczne guru, puścił mi najciekawsze utwory z płyty, przepadłam. Czy wystarczy jeśli powiem, że w ciągu ostatniego tygodnia nie słuchałam chyba nic innego oprócz Rojka? Były wokalista Myslovitz już nie jest taki ponury, już chyba nie chce "umierać z miłości". Budzi się z pełnego smutku snu, śpiewa mi o miłości, w jaśniejszych barwach. Wcale, że nie słucham teraz "Beksy" z nowego krążka. Wcale nie.

     Muzyka jest nieodłączną częścią mojego życia. Może i wstyd się przyznać, ale pierwszym zespołem który ubóstwiałam było Ich Troje. Pamiętam te szalone koncerty z Tatą, a później z Mamą która zaraziła mnie swoją miłością do Lady Pank. Nie wyobrażam sobie nie słuchać ulubionych zespołów kiedy jadę autobusem, idę ulicą, leżę w łóżku. Nie wyobrażam sobie nie jeździć na koncerty i nie czuć tego wspaniałego, niepowtarzalnego uczucia. Muzycy, twórzcie, bo nadal chcę się zachwycać!




Sprawdź także:

1 komentarz :

  1. sluchanie wszystkiego jest nudne.. :D ja równiez wolę sluchac pojedynczyk gatunków niz wszystkiego. zapraszam do mnie dopiero zaczynam i u mnie tez troche o fotografii bardziej amatorsko :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.