Co warto przeczytać? #4

     Dan Brown w swoich książkach łączy to, co lubię najbardziej - szybką akcję, lekkie pióro i dużo ciekawostek. Nawet, jeśli są to lekko naciągnięte fakty. Nieważne! Po tej książce absolutnie wpadłam w świat Roberta Langdona i jego przygód. A, zapomniałam dodać - większość historii dzieje się we Włoszech, między innymi w przecudownej Florencji. Tak, przepadłam.

     Historia rozpoczyna się, gdy Robert Langdon, mężczyzna o ogromnej erudycji i specjalista od symboli, budzi się w szpitalnym łóżku, nie wiadomo gdzie. Opiekująca się nim lekarka, urodziwa Sienna Brooks, wyjaśnia mu, że ma objawy lekkiej amnezji. Z tego powodu harvardzki profesor zupełnie nie pamięta, jak właściwie dostał się do Włoch, gdyż ostatnie wspomnienie pochodzi z rodzinnych Stanów Zjednoczonych. Jednak nie ma zbyt wiele czasu na pozbieranie myśli, dłuższą rozmowę z Brooks i ogarnięcie skąd właściwie wziął się dziwny przedmiot w jego marynarce. Dopiero co odzyskał przytomność, ktoś porywa się na jego życie. Rozpoczyna się szalona ucieczka Amerykanina i lekarki. Najpierw trafiają do mieszkania kobiety, gdzie Langdon ma chwilę wytchnienia i sprawdza, co kryje się w jego tweedowej marynarce. Jest to niewielkie, metalowe urządzenie z czytnikiem linii papilarnych. Co dziwi profesora, urządzenie reaguje na dotyk jego kciuka. Po uruchomieniu, na ścianie pojawia się fotografia "Mapy piekieł". Znane Langdonowi dzieło wygląda jednak inaczej. Profesor ma nadzieje, że rozwiązując zagadkę obrazu, dowie się, dlaczego jest ścigany.

     Już od pierwszych stron byłam zafascynowana książką - pewnie chodziło o wcześniej wspominaną Florencję. Pamiętam, że kiedy tylko dowiedziałam się, że wyszła nowa książka Browna i tłem dla niej jest Dante oraz wcześniej wspominane włoskie miasto, stwierdziłam, ze muszę ją przeczytać. Pamiętam, jak z zapartym tchem czytałam pierwsze opisy miasta, jak od początku wpadłam jak śliwka w kompot w dobrze skonstruowaną fabułę i wartką akcję. I taki klimat utrzymał się właściwie przez kolejne sześćset stron. Przez te kilkaset kartek, autor prowadzi nas za rękę po największych zagadkach kultury, próbując rozwiązywać kolejne łamigłówki i uciec "tym złym". Może brzmi stereotypowo i nudnie, ale i Dan Brown nie pretenduje to bycia wybitnym pisarzem. On po prostu ma smykałkę do pisania wciągających bestsellerów. "Inferno" było pierwszą powieścią Browna którą przeczytałam, więc nie mogłam narzekać na powtarzalność czy znudzenie tematu. Dla mnie było to świeże, zagadka goniła zagadkę i było to po prostu superciekawe. W kilka dni pochłonęłam całą lekturę i nie zawiodłam się. Jest to idealna przygodowo-sensacyjna książka na lato - w sumie nieskomplikowana, nie musimy martwić się nieznajomością "Boskiej komedii", bo autor wszystko tłumaczy, a przede wszystkim narracja Browna sprawia, że kilkaset stron czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. I nawet jeśli po lekturze przychodzi myśl, że jednak nie wszystko jest na serio, że właściwie nie są to fakty, to co! Było wciągająco!




Sprawdź także:

2 komentarze :

  1. ciekawie piszesz, zaciekawiłaś mnie :) zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. czytałam. :)
    Mnie także się bardzo spodobała. xD

    Zapraszam do mnie kolaaa-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.