5 seriali, które są po prostu czadowe i musisz je obejrzeć

     W dzisiejszym zestawieniu, chciałabym podzielić się Wami, z czymś, na co zmarnowałam prawdopodobnie jedną czwartą mojego życia - seriale! Uwielbiam je oglądać, czerpię autentyczną przyjemność kiedy znajdę ciekawy serial i mogę go napieprzać przez cały dzień (ok, tydzień). Mój rekord to cały sezon "Plotkary" w jedną noc. Skończyłam około szóstej, więc w sumie nie opłacało się iść spać... Nadal pamiętam te emocje! Przechodząc do sedna - przedstawiam Wam, moje ulubione seriale. Może też je lubicie? A może coś zupełnie innego? Chętnie poczytam o nowych propozycjach (zawsze chętna do zmarnowania czasu). Okej, okej, do rzeczy:


1. "Sherlock" 

Na pierwszym miejscu dzisiejszego zestawienia umieściłam, jak na fankę kryminału przystało, nowoczesne wydanie kultowej dziewiętnastowiecznej powieści A. C. Doyle'a. Sherlock (w tej roli wspaniały Benedict Cumberbatch, tutaj milion serduszek) i Watson (Martin Freeman aka hobbit) są dokładnie tacy jak w powieści, ale cudownie unowocześnieni (a Holmes nawet bardziej udziwniony i wykosmiczony). Wiadomo, rozwiązują zagadki, nieprawdopodobne historie i te sprawy, ale to staje się drugorzędne w stosunku do roli na naprawdę wysokim poziomie. Prym wiedzie sam Cumberbatch, który w roli genialnego detektywa wypada, well, genialnie. Jest dziwakiem, ale chyba za to wszyscy fani Sherlocka Holmesa go lubią? Jak ulał pasuje też Watson - przy Sherlocku troszkę ciapowaty, nierozgarnięty, ale tak bardzo uroczy. Dodajmy do tego Londyn i brytyjski akcent, już wiecie, że chcecie to obejrzeć!


2. "True detective"

Nie znoszę, nie, ja po prostu nienawidzę, gdy super serial ma tylko jeden sezon. Ok, w tym przypadku może się to zmienić, bo zapowiedziano kolejny, ale z innymi aktorami i zupełnie nową historią, więc to się tak jakby nie liczy. W każdym razie, trzy wielkie plusy tego serialu? Woody Harrelson (psychol), amerykańsko-creepy klimat i Matthew McConaughey, któremu należy się wielka piątka, za przemianę z śmieszno-romantycznego kolesia w dojrzałego aktora, czego najlepszym przykładem jest ten serial, "Dallas Buyers Club" czy "Interstellar" (którego gorąco polecam, recenzja tutaj!). Serial opowiada historię dwóch policjantów z Luizjany, którzy pracują nad rozwikłaniem morderstw mających miejsce w 1995 roku. Przez każdy z ośmiu odcinków trzyma w napięciu, sprawia że masz ciarki i zachwycasz się jaki ten Matthew stał się wspaniały (i jak wyprzystojniał). Polecam wszystkim fanom thrillerów, którzy lubią klimat małych amerykańskich miasteczek i ich tajemnic.


3. "Boardwalk empire"

Michael Pitt, Ameryka w czasach prohibicji i te piękne stroje - to trzy mocne plusy tego serialu! A później jest tylko lepiej. Nucky'ego Thomspona (Steve Buscemi) poznajemy, gdy rozkręca biznes nielegalnego handlu alkoholem w Atlancie w latach 20. XX wieku. Kręci na tym grubą kasę, jest pożądany przez znaczną większość kobiet w mieście, a faceci po prostu mu zazdroszczą. Warto obejrzeć dla klimatu ówczesnej Ameryki. Trzyma w napięciu i przez pięć sezonów jeszcze się nie nudziłam (chociaż miałam krytyczny moment zwątpienia, ale nic nie zdradzam, sami się przekonajcie!).


4. "House of cards"

Przed tym serialem długo się opierałam, argumentując tym, że ani nie lubię Kevina Spacey, ani tematyka, dla mnie, ciekawa, ani mi się nie podoba forma realizacji serialu (główna postać zwraca się do odbiorców)... Wszystko odwołuję! Nieźle się wkręciłam w bezwzględny świat polityki i, mimo to, że taką z realnego życia prawdopodobnie nigdy się nie zainteresuje, tutaj mnie pochłonęło i znam system polityczny amerykański lepiej niż ten polski. Francis Underwooda (Spacey) jest bezkompromisowym politykiem, pragnącym zemsty na prezydencie, który pominął przy obsadzaniu stanowiska sekretarza stanu. Czy uda mu się osiągnąć cel?


5. "The walking dead" 

Muszę się przyznać - uwielbiam zombiaki! Przelubię grać w gry o zombiakach, zabijać je, oglądać o nich filmy i seriale... Czekałabym nawet na zombieapokalipsę, gdyby nie to, że wtedy nie ma jedzonka i ciepłej wody. Troszkę mi smutno, bo sezon czwarty był dość słabiutki, nawet się z Frącolem śmialiśmy, że czołówka to najlepsza część serialu (bo ta naprawdę jest w dechę!), na szczęście sezon piąty wraca do poziomu pierwszych sezonów. Grupka ocalałych w tym Rick (Andrew Lincoln) wraz z rodziną Lori i Carlem (you gonna hate this kid) próbują przeżyć. Ilu z nich się uda? Czy uda im się powrócić do świata sprzed apokalipsy?




Sprawdź także:

6 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. próbowałam, poddałam się po 3-4 odcinkach, zupełnie nie moje klimaty (chociaż pewnie za rok obejrzę sezon w noc i będę to odwoływać) :)

      Usuń
  2. Ty jesteś chora !!!!!! 1/4 życia na popaprane seriale ! Ty nadajesz się do psychologa ! Aż szkoda mi czasu, na czytanie takich bzdur, więcej tu nie wejdę. Po prostu nie rozumiem jak można siedzieć do 6 rano by obejrzeć serial ! Ja po prostu nie mogę. Kojarzyż mi się z starą babą. Siedzi i ogląda te denne seriale. Powodzenia w życiu! P.s. Nawet mi nie odpisuj, nie ma sensu, ponieważ i tak nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedni oglądają seriale, ale umieją pisać, drudzy powinni czasem wspomóc się słownikiem, nawet jeśli nie nadają się (podobno) do psychologa. KOJARZYSZ. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.