Nie oglądam trailerów

    Znacie to uczucie, kiedy długo czekacie na jakiś film, szukacie o nim informacji, oglądacie trailery, przeglądacie zdjęcia z premierowej gali i wreszcie, wreszcie nadchodzi ten dzień, w którym idziecie do kina, nawet nie kupując popcornu co by się nie rozpraszać, siadacie na sali, seans się rozpoczyna... A Wy macie wrażenie, że już to wszystko widzieliście.
 
    Nie wiem, co się zmieniło - mam wrażenie, że kiedyś trailery były krótsze, miały w sobie jakąś "tajemniczość", nie zdradzały wszystkiego, sprawiając, że byłeś ciekawy o co właściwie chodzi, co się stanie dalej. A idąc do kina wciąż było się zaskoczonym, tym, co się zastało. A teraz? W półtora minutowym spocie jest wszystko - o czym jest film (co jest raczej oczywiste, no i potrzebne), a później najważniejszy zwrot akcji i taki obraz, że można domyślić się końcówki. No kurka! Tak nie powinno być. Już kilka razy tak się naciełam i od tego czasu po prostu nie oglądam trailerów, nie czytam komentarzy i recenzji (bo i one są najczęściej pełne spojlerów).


    Pierwszym filmem, o którym nie wiedziałam prawie nic, był "Interstellar" - widziałam jedynie plakat, kojarzyłam że występuje tam Matthew McConaughey... i to właściwie tyle. Po seansie i przeczytanych recenzjach byłam superszczęśliwa, że nic wcześniej nie czytałam ani nie przeglądałam, bo naprawdę dużo bym na tym straciła. Zresztą "Interstellar" też, bo nie byłoby już tego elementu zaskoczenia. Kolejnym filmem, którego trailerów nie oglądam, jest amerykański obraz z Jennifer Lawrence "Igrzyska Śmierci" (tu trzy miliony serduszek). Treść znam doskonale, bo czytałam trylogię Suzanne Collins, wiem, kto występuje i czego mogę się spodziewać. Ale chcę, żeby twórcy zaczarowali mnie, przestraszyli i sprawili, że zakocham się w filmie, dopiero na sali kinowej. A nie w piżamie przed telewizorem. Moje unikanie trailerów staje się powoli dość komiczne - kiedy byliśmy z Frącolem w kinie, musiałam zasłonić oczy i uszy. Problematyczne!

    Was też zachęcam do nie-oglądania trailerów. Spróbujcie chociaż raz - nie czytajcie opisów, idźcie na film, bo gra tam Wasz ulubiony aktor albo twórcą jest reżyser, którego darzycie, swego rodzaju, zaufaniem i sympatią. Zaskoczenie gwarantowane.


Sprawdź także:

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.