Co czytać w Święta?

     Dłuuuga przerwa świąteczna (prawie dwadzieścia dni wolności!) to idealny czas, żeby poleżeć w ciepłym łóżku z kubkiem parującej herbaty, wszamać upieczone wcześniej pierniczki i, oczywiście, poczytać jakieś ciekawe powieści. Często nie mam ochoty sięgać po "ambitne dzieła" - chcę po prostu przeczytać coś lekkiego, przy czym będę się "dobrze bawić" i nie będę musiała zbyt dużo myśleć. Szukałam więc czegoś, co mnie rozbawi i nie będzie wymagało wielkiego skupienia


     Stąd mój wybór padł na, chyba wszystkim znaną, "Jeżycjadę" Małgorzaty Musierowicz. Przyznaję bez bicia, że czytałam tylko nieliczne pozycje z cyklu, w czym jedną z konieczności, bo "Opium w rosole" jest przecież szkolną lekturą. I jak moje wrażenia po przeczytaniu kilku tomów? Jestem zachwycona! Wiem, może nie jest to niezwykłe odkrycie - pewnie większość z Was nie dowierza, że dopiero teraz wzięłam się za kultowy cykl, ale lepiej późno, niż później, nie? W każdym razie w ciągu kilku ostatnich dni pochłonęłam pierwsze trzy części i właśnie biorę się za czwartą. Ubóstwiam styl pisania Musierowicz, którym zachwyciła mnie już przy okazji "Opium w rosole" - autorka pisze lekko i przystępnie (po prostu cudownie!) i od razu czaruje, pewnie dla niektórych wątpliwym, klimatem w swoich książkach - peerelowskim, pozornie nudnym i szarym. A mimo to znów się zakochałam! Naprawdę fajnie było znów zanurzyć się w rzeczywistość Poznania w latach siedemdziesiątych. Póki co moim ulubionym tomem jest "Kwiat kalafiora", w którym najbardziej podobał mi się klub dyskusyjny ESD (wszystkie postaci ubóstwiam na swój sposób, tylko do tej Danusi się przemóc nie mogę) i postać taty Borejko - cudownie wykosmiczonego faceta. Jeśli jeszcze nie czytaliście żadnej części "Jeżycjady" to jak najszybciej lećcie do biblioteki i nadrabiajcie braki! Ja nie wiem jak mogłam z tym tak długo zwlekać. Dla tych, którzy serię czytali też mam opcję - w końcu Musierowicz, dzięki-Ci-latający-potworze-spaghetti, napisała kolejną część! Może "Wnuczka do orzechów" to Wasz wybór na Święta? 


     Inną książką, którą niedawno skończyłam i którą mogę polecić Wam na wolne okołoświąteczne popołudnia, jest powieść australijskiej pisarki Penelope Green, która przeprowadziła się do Włoch (marzenie!) i napisała o tym "Trylogię włoską". Dziś skończyłam czytać jej pierwszą część "Rzymskie dolce vita", która, oczywista, dzieje się w moim ukochanym Rzymie. Penelope, autorka i główna postać serii, jest lekko sfrustrowaną dwudziestoparolatką - jest dziennikarką, ma pracę, która jest jej pasją, całkiem nieźle zarabia i mieszka w centrum Sydney. Po takim opisie, mogłoby się wydawać, że wiele kobiet w jej wieku może jej tego zazdrościć. Tymczasem Penny myśli, co zmienić w swoim życiu. Postanawia spełnić swoje wielkie marzenie - kupuje bilet w jedną stronę do Włoch, mimo że języka praktycznie nie zna, a jedyną znaną twarzą na drugim końcu świata jest jej wujek, z którym do tej pory nie miała świetnego kontaktu. I zaczyna życie od nowa. Chociaż żeby się utrzymać musi podejmować się kilku prac na raz (i to nie na takim poziomie, do jakiego przywykła), a apartament zamieniła na klitkę, dopiero teraz czuje się naprawdę szczęśliwa. "Rzymskie dolce vita" to taka lektura, która skłania Cię do rzucenia wszystkiego i wyjechania na drugi koniec świata. Książkę wybrałam zupełnie przypadkowo, kierując się jedynie (ukochanym) miejscem akcji - czytanie o znanych ulicach czy placach, a do tego wtrącenia z języka włoskiego to dla mnie duży plus. Nie wiem jak wypadają dalsze części, ale tę naprawdę warto przeczytać - chociaż nie kipi akcją, opisy Włoch nadrabiają wszystkie braki (przynajmniej dla mnie!). 


     Może macie jakieś inne książki, które ostatnio przypadły Wam do gustu? Jeśli tak, to podzielcie się nimi koniecznie - nie wiem, czy zdążę przeczytać, biorąc pod uwagę że mam ambitny plan przeczytania całej "Jeżycjady" i jeszcze jednego kryminału w Święta (moje biurko wygląda mniej więcej tak jak na zdjęciu powyżej), ale na pewno będzie na później. W końcu dobrych książek nigdy za wiele, a skoro już jestem w czytelniczym szale (aka jedna albo dwie książki dziennie), to trzeba to wykorzystać! 


Sprawdź także:

9 komentarzy :

  1. Jak zawsze - moimi książkami do odsapnięcia są książki Kinga. Skończyłam Przebudzenie i wczoraj zaczęłam Mroczną Połowę (jestem już w połowie). Obie wciągnęły mnie od pierwszych stronic. Często też dla samego czystego relaksu wracam do dawno przeczytanych książek (kilku tomów zaczytanych prawie na śmierć).
    Zachęciłaś mnie bardzo do serii Małgorzaty Musierowicz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam już kilka książek Kinga i żadna mi nie przypadła do gustu - wiem, że 90% osób go uwielbia a ja jakoś nie mogę popaść w ten wszechobecny zachwyt :D Nie czytałam co prawda tych, które opisałaś, więc może spróbuję dać im jeszcze szansę :)
      A Musierowicz koniecznie przeczytaj - humor i lekkie pióro, idealne na odprężenie :)

      Usuń
    2. King bywa... ciężki :D Przez niektóre książki brnęłam jak przez bagno. Ale daje niesamowite poczucie satysfakcji no i jest różnorodny. Ważne to trafić na dobrą książkę, jeśli jest się początkującym :)

      Usuń
    3. Zapisuję sobie Twoje propozycje i na pewno spróbuję! :)

      Usuń
  2. Przyłączę się do dyskusji, i dorzucę moje 3 grosze. Uważam, że nie jest sztuką napisać jakąś nieprawdopodobną historię, naszpikowaną fantazją i efektami specjalnymi. Nie mówię, że ja bym potrafiła, ale że według mnie to nie sztuka. Dobra książka jak dla mnie zawiera banalną, codzienną rzeczywistość, ale przedstawioną w taki sposób, że nie można się oderwać. Dlatego też nie mogę strawić Kinga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Fajnie to ujęłaś! :D ja myślę tak o zdjęciach - nie sztuką zrobić dobre zdjęcie w Wielkim Kanionie, ale już mój zachwyt budzi osoba, która w swoim mieście robi codziennie zdjęcia i każde czymś zaskakuje.

      Usuń
  3. W święta niezmiennie "Harry Potter"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też chciałam, ale wpadła "Jeżycjada" i teraz nie mogę się oderwać :D

      Usuń
  4. Ja co kilka lat czytam od poczatku cala Jezycjade. To zdecydowanie moje ulubiona seria, zawsze wprowadza mnie w doskonaly nastroj. Uwielbiam M. Musierowicz i zawsze z niecierpliowscia czekam na kolejna czesc :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.