Goodbye, 2014!

     Czas na małe podsumowanie! Dziś chciałabym Wam pokazać moje ulubione zdjęcia z kończącego się roku. No i, co nawet ważniejsze, wiążące się z nimi wspomnienia. A jak Wam minął ten rok?


     Chyba ulubione "wydarzenie" tego roku - podróż do Rzymu! Chociaż był to mój drugi raz w Wiecznym Mieście, to wtedy zakochałam się w nim na dobre. Za niecałe dwa miesiące wracam tam z Jasiem - mam nadzieję, że jemu też się spodoba, bo jak inaczej przeforsuję przeprowadzkę do Włoch?
      Ulubione zdjęcie z tego wyjazdu? Zdecydowanie to zrobione zaraz przy Schodach Hiszpańskich. Bardzo podoba mi się klimat tego zdjęcia i tak właśnie kojarzą mi się całe Włochy - przepełnione ciepłem, sztuką na każdym kroku i po prostu niepodrabialnym klimatem. To zdjęcie było zrobione pierwszego dnia naszego lutowego pobytu. Byłyśmy wykończone i kiedy wreszcie padłyśmy na zimnych schodach, byłyśmy w niebie!



     Czerwiec przyniósł kolejne podróże - tym razem krajowe! Na początku tego miesiąca pojechaliśmy do Warszawki na festiwal Orange Warsaw Festival (i powstał z tego nawet Dekalog Koncertowego Kretyna), a później, znów muzycznie, trafiliśmy do Krakowa, a stamtąd do Oświęcimia na Life Festival i koncert Soundgarden. Wynudziłam się jak mops, ale była pierwsza "samodzielna" podróż z Jasiem (i było świetnie!), więc w sumie nie marudziłam.
     Ulubione zdjęcie ze stolicy? To zrobione niedaleko Rynku! Jak przez cały pobyt, okropnie padało, więc szybko przemierzaliśmy ulice Starego Miasta. Na szczęście, przy tych drzwiach na chwilę się zatrzymaliśmy - Janek trochę się na mnie wkurzał, bo pada i zimno, ale wyszło z tego coś fajnego, więc mam nadzieję, że mi wybaczył!




     Ulubione zdjęcie z Krakowa? To zrobione na Kazimierzu! Nie jestem odosobniona w twierdzeniu, że jest to najbardziej urokliwa dzielnica miasta - myślę, że się ze mną zgadzacie! Pamiętam, że to był taki okropnie gorący dzień, że w sumie szybko przebiegliśmy przez dzielnicę żydowską, ale i tak udało mi się trochę obfocić.



     Drugi miesiąc wakacji minął pod znakiem przygotowań i szalonej podróży do Włoch. Szalonej, bo odwiedziłyśmy w cztery dni aż trzy miasta - Mediolan, Vernazze i małe miasteczko nad jeziorem Como. W Stolicy Mody trochę się wynudziłyśmy (może dlatego że Pradę znajdujemy w lumpach, więc nie kręcą nas te wszystkie "bogate" sklepy), w Vernazzy wypoczęłyśmy (choć krwi napsuła nam właścicielka naszego pokoju - wmawiając nam, że nie zapłaciłyśmy), a nad jeziorem Como trochę zmokłyśmy (dlaczego w sierpniu we Włoszech jest jakieś piętnaście stopni) ale i tak było super!
     Ulubione zdjęcie? To zrobione w Cinque Terre! Jednego dnia przeszłyśmy się krętą ścieżką do kolejnego miasta. Ta droga wydaje mi się tak urokliwa i tajemnicza, jakby za zakrętem mogło czaić się cokolwiek. Chętnie bym tam wróciła, na przykład teraz kiedy na dworze ujemne temperatury.



   Grudzień dobiega końca a ja smutam - dopiero za rok będę mogła znów nosić świąteczne swetry i skarpetki, jeść pierogi z kapustą i grzybami, wieszać lampki WSZĘDZIE i ogólnie być w super świątecznym nastroju. Te Święta były wyjątkowo fajne, bo dołączył do nas Magnes - kochany pies jest tak grzeczny, że po dwóch dniach w nowym domu umie już leżeć "u siebie". Kocham go, nawet jak gryzie mojego koczka!
     Ulubione zdjęcie Magnusa? To, kiedy już zmęczony po dłuugich zabawach, leżał i przysypiał. No czyż ten pyszczek nie jest najsłodszy na świecie (zaraz po Ramzesie, naturalnie)?





Sprawdź także:

6 komentarzy :

  1. To musiał być dla Ciebie piękny rok! :) Oby przyszły był jeszcze lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Wszystkiego dobrego w nowym roku!

      Usuń
  2. Świetne podsumowanie! Bardzo podoba mi sie taka forma! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Zapraszam za rok na kolejne (o ile tyle wytrzymam w blogowaniu) :D

      Usuń
  3. Piękny piesio, to lablador ?
    An@Mari
    www.anamarisworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.