Może jak wystarczająco długo będziemy udawać, że jest lato, to... nagle będzie?


Dziś o tym, dlaczego czasem warto być online.


Wiem, jestem starą nudziarą. Ale jak mogę opierać się urokowi Włoch? Na swoją obronę napiszę tylko: następną podróż zaplanowałam gdzie indziej (chyba).


Hejo, wreszcie wracam po (zbyt) długiej przerwie! Gdzie byłam, kiedy mnie nie było? Na przykład w Łebie, powdychać trochę jodu, pośmiać się z parawanów i zamoczyć stópki w Bałtyku.



Trzecia (i ostatnia, obiecuję!) część zdjęć z Rzymu. Trochę płaczę z tęsknoty.

Czasami naprawdę nie chce mi się wyciągać aparatu, ustawiać wszystkich iso i innych świateł - wtedy łapię za telefon (i głównie robię głupie selpi).

Druga część zdjęć z Wiecznego Miasta! 


Druga część wywiadu z Erikiem Witsoe. Tym razem o tym, z czego jest prawdopodobnie najbardziej znany - fotografii. Jak zaczęła się jego przygoda z aparatem, czym dla niego jest i jakie rady daje początkującym fotografom? 

Chciałabym przedstawić Wam wyjątkowo inspirującego człowieka. Część z Was, która mieszka w Poznaniu, pewnie go kojarzy - jego kadry na długo zapadają w pamięć! Poznajcie Erika!



Wypady na kilka dni do jednego miasta powinny a/ być tanie, b/ pozwolić nam maksymalnie poznać miasto w krótkim czasie. Jak odnaleźć się w Rzymie by nie zmarnować ani czasu, ani pieniędzy?


Dziś zdjęcia z pierwszego dnia naszych rzymskich wakacji.

    Dziś kolejna część (pierwsza tutaj!) wskazówek, które pomogą Wam zaplanować i ciekawie przeżyć podróż. Zapraszam!


    Jedz często. Naprawdę! Najlepiej poznać kraj od kuchni. Szczególnie jeśli jest nią kuchnia włoska, która jest najsmaczniejsza na świecie. Zamiast obżerać się wielkim obiadem w restauracji pod turystów (poznasz je po bliskości do jakiegokolwiek "must-see" i anglojęzycznym menu), zjedz kilka przystawek w małych klimatycznych knajpkach. Dobre miejsce poznasz po krótkim, ale konkretnym menu i obecności mieszkańców odwiedzanego miasta (jak zobaczysz Chińczyka z aparatem albo typowego amerykańca - uciekaj!). Proponuję też przed wyjazdem poszukać jakiegoś baru niedaleko hotelu - po niskokosztowej (aka długiej) podróży będziesz zmęczeni i głodny, a jedyne na co będziesz miał ochotę to coś zjeść, właściwie byle gdzie. Błąd! W ten sposób wpakowałam się w najdroższą (a wcale nie najlepszą) pizzę i wielki kieliszek niedobrego wina (którego oczywiście nie dopiłam). Nauczona doświadczeniem, przed wylotem szukam czegoś ciekawego w pobliżu, żeby od razu po przyjeździe mieć co (taniego i smacznego) zjeść. 

     Wyrzuć przewodnik. Serio, jeśli już popełniłeś ogromny błąd jakim było kupienie go (te kilkadziesiąt złotych można było wydać na jedzenie!) to znajdź najbliższy śmietnik i tam go wpakuj. Miejsc, które są warte odwiedzenia szukaj w internecie - na blogach, forach, pintereście czy tumblrze. Wiadomo, że będąc w Paryżu wejdziesz na wieżę Eiffel, przejdziesz się po Polach Elizejskich i przebiegniesz Luwr, a w Londynie obowiązkowo wsiądziesz do London Eye i zrobisz sobie zdjęcie w czerwonej budce. Ale znajdź też inne opcje - poszukaj polecanych kawiarni, znajdź ukryty gdzieś kościół, może zwróć uwagę na konkretną dzielnicę? Nie twierdzę, że powinniśmy olać wszystkie "must-see", ale to nie jest "to coś" tego miasta. "To" kryje się w wąskich uliczkach, kawiarniach pełnych lokalsów i dobrej restauracji gdzieś poza centrum. "To" jest esencją tego miasta.

      Nie bój się. Może wsiądziesz do złego pociągu, bo nieznający angielskiego Włoch czy Francuz (ci to są naprawdę zakochani w swoim języku) źle Ci wytłumaczyli. Może zgubisz się i nie dotrzesz dokładnie tam, gdzie chciałeś. I co z tego? Jesteś w podróży. A to nie oznacza jedynie dotarcia od jednego widoku jak z pocztówki do drugiego. To oznacza bycie w drodze i wszystko, co ze sobą ta droga niesie - trudności z porozumieniem, odkrycie nowego miejsca, o które z chęcią uzupełniłbyś przewodnik, zjedzenie pysznego obiadu tanio i zjedzenie ohydnej kolacji drogo. Nie unikniesz wpadek. Pamiętam, że będąc w Londynie, który był pierwszym miejscem odwiedzonym przeze mnie na własną rękę, kompletnie nie ogarnęłam metra. Była sobota czy niedziela, może jakieś wydarzenie i zmienił się rozkład jazdy - wylądowałyśmy nie wiadomo gdzie, daleko od Tower Bridge, do którego chciałyśmy dotrzeć. Wtedy się strasznie zestresowałam, a Mama powiedziała mi kluczowe zdanie do każdej z naszych kolejnych wycieczek: "nie wprowadzaj nerwowej atmosfery". Jesteś na wakacjach - mimo wszystko wypad ma być wypoczynkiem, a nie stresem. Masz się cieszyć widokiem pięknej architektury, wypiciem dobrej kawy, a nie martwić, że spóźniłeś się do Big Bena, bo jesteś piętnaście minut później, niż planowałeś. Stoi tam już trochę czasu, więc naprawdę nie ma pośpiechu.


     Pamiętaj, że podróżujesz dla siebie. W odwiedzaniu kolejnych miejsc nie chodzi, a przynajmniej nie powinno chodzić, o to, żeby się później pochwalić na fejsie czy pomachać kuzynce przed twarzą serią zdjęć "ja z Koloseum", "ja w Luwrze", "ja moim hotelu w Turcji". Naprawdę. Róbcie to dla siebie. Przede wszystkim Wy powinniście korzystać na tym, że podróżujecie - zdobywać doświadczenie, szlifować język (albo dopiero się go nauczyć) i pokonać swoją nieśmiałość. Więc ciesz się tym, że podróżujesz, że odkrywasz nowe miejsca i nie miej potrzeby, by tym wszystkim się dzielić. To Ty masz na tym korzystać, a nie dwustu znajomych na fejsie. Wyciągnij z tych kilku dni najwięcej jak się da. Bo na następną podróż będzie trzeba znów czekać, jedynie wspominając poprzednią.

Obsługiwane przez usługę Blogger.