Tydzień z życia okularnicy, czyli o tym że wreszcie widzę

     W zasadzie okulary powinnam nosić już od dawna. Kilka lat temu miałam stwierdzoną niewielką wadę wzroku, ale kto by się tam przejmował i nosił głupie okulary, które psują emo grzywkę (tak, miałam taką)? Problem pojawił się kiedy przestałam poznawać ludzi na ulicy i wsiadać do złego tramwaju (szóstka i ósemka to bardzo podobne cyfry...). No więc mam wreszcie oksy - superśmieszne, sprawiające, że wyglądam jak mól książkowy (lepiej) lub Harry Potter (gorzej). Jak mi się z nimi żyje?


     Pierwsze spostrzeżenie - obraz w jakości HD! Aż do momentu kiedy miałam je na nosie,  nie zdawałam sobie sprawy jak źle widzę. Odkąd noszę moje przypałowe okularki, dużo dokładniej dostrzegam wielki nos mojego Frącolka i to, jak źle maluję się rano (a jeśli się nie maluję, co zdarza się częściej - jak źle wyglądam). Ogólnie jest super, wsiadam do dobrych środków transportu, wreszcie widzę do której czynny jest sklep i nie muszę zaglądać do zeszytów innych na lekcji. Życie w HD jest czadowe!

    Kolejne obserwacje są już mniej przyjemne. Po pierwsze, okularnicy, jak radzicie sobie z tym pieprzonym zaparowywaniem szkiełek? Biorąc pod uwagę że mamy zimę, że chowam mordkę w szalik i sobie dmucham, naprawdę nie da się wytrzymać! Inna sprawa - uwagi na temat "nowego" wyglądu. O ile cieszę się, że ktoś mówi, że moje okularki są super, że wyglądam w nich całkiem spoko albo nawet (mój ulubiony, dzięki Sebću!) że wyglądam w nich jak Marzia Bisognin (najśliczniejsza!), o tyle mniej podoba mi się gdy mój własny chłopak mówi mi, że dobrze, że je mam bo jestem ładna (a wcześniej nie byłam), ale mam ich nigdy nie zdejmować bo bez wyglądam jak szczur (czego się człowiek dowiaduje po prawie czterech latach!). No cóż... Na Frącolka zawsze można liczyć!


    Post dziś (jeszcze) bardziej egoistyczny niż zwykle, pisany oczywiście z przymrużeniem oka, bo, drodzy czytelnicy, musicie zrozumieć, że jest to wielkie wydarzenie w życiu i musiałam je tu udokumentować. Chyba zmienię nazwę bloga na oKULArnica (bo kulą nazywa mnie, jakżeby inaczej, mój własny chłopak; że niby grubaskiem jestem, phi), bo póki co - tak się jaram! 


Sprawdź także:

1 komentarz :

  1. Jakie czaderskie okulary! Też chcę takie, a będę wymieniać za jakieś pół roku więc już mam swój typ xD W tej chwili mam takie 'kocie' w szafirowym kolorze :D
    Problem z zaparowanymi szkłami, hm... Wtedy można sobie poudawać mądrą panią profesor i patrzeć znad okularów, bardzo fajny efekt :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.