Sześć filmów, sześć gatunków - czyli co obejrzeć w ferie.

     Dla każdego coś dobrego - w dzisiejszym zestawieniu każdy film jest innego gatunku, więc wszyscy znajdą coś dla siebie! Noo, to na co macie ochotę? 


1. Horror - "Oculus" (2013) 

Pierwszy na liście znajduje się amerykański horror, którego światowa premiera odbyła się we wrześniu 2013 (choć w polskich kinach będzie dopiero w marcu...). Generalnie nie oglądam horrorów, bo przeokropnie się boję i nie mogę spać w noc, ale ten wyjątkowo mnie zaciekawił. Kylie Russel (Karen Gillian) jest młodą kobietą, która próbuje oczyścić swojego młodszego brata (Brenton Thwaites) z zarzutów o zamordowanie ich ojca. Może nie byłoby to takie trudne, gdyby nie to, że Kylie twierdzi, że za zabójstwo odpowiedzialne jest... lustro. Czy naprawdę lustro posiada nadprzyrodzone moce, czy Kylie po prostu próbuje znaleźć usprawiedliwienie dla brata? W filmie najbardziej podobało mi się to, że był opowiadany w dwóch wymiarach czasowych, co podkreślało zacieranie się rzeczywistości i fikcji. Na pewno nie jest to kolejny głupi horror, w którym wyskakuje Ci żądny krwi morderca, ale dobrze przemyślany i bardzo creepy obraz. Obejrzyjcie, jeśli się nie boicie! 


2. Komedia romantyczna - "Two night stand" (2014)

Nie wiem, jakim cudem w ogóle zaczęłam oglądać ten film, skoro nie lubię ŻADNEGO aktora w nim występującego. Pomijając już aktorów drugoplanowych, ja wręcz nie znoszę ciapowatej mordki Milesa Tellera, który gra tu główną rolę. No ale okładka była tak zachęcająca, że się przemogłam. I się nie zawiodłam! Megan (Analeigh Tipton) poznajemy, gdy po rozstaniu z chłopakiem jest w rozpsyce - siedzi cały dzień w domu i nic nie robi (that sounds pretty normal to me...). Jest już tak zdesperowana, że postanawia umówić się na "one night stand" z przypadkowo poznanym w Internecie chłopakiem. Kiedy budzi się następnego ranka, chce jak najszybciej uciec, co nie udaje się to przez szalejącą burzę śnieżną. Jeśli macie leniwy dzień i po prostu chcecie obejrzeć przyjemny i zabawny film - to Wasz wybór! 


3. Dramat - "La grande bellezza" (2013)

Na ten film czaiłam się już od dawna - wiadomo, nie mogłam przejść obojętnie obok filmu, którego akcja toczy się w Rzymie.  Już od pierwszych kadrów byłam zakochana - piękne Wieczne Miasto ukazane oczami mieszkańców. Najlepiej poznajemy historię jednego z nich, przemiłego i przeuroczego Jepa Gambardella (Toni Servillo), który przemierzając ulice Rzymu wspomina swoją utraconą młodość. Trudno mi właściwie wskazać co jest najlepsze w tym filmie - być może Wieczne Miasto i piękny język włoski w tle. Choć często jest on mocno przejaskrawiony, cyniczny, a nawet smutny, i tak ogląda go się z wielką przyjemnością - przekonajcie się sami!


4. Thriller - "Gone Girl" (2014)

Młode małżeństwo - Amy (Rosamund Pike) i Nick (Ben Affleck) po przeprowadzce do nowego domu, przeżywają kryzys. Ich związek nie jest już tak pełen namiętności jak na początku, co obu partnerów doprowadza do powolnego wypalenia. W dzień ich rocznicy, Amy znika. O jej uprowadzenie wszyscy oskarżają Nicka, który, mimo, że nie układało mu się z Amy, robi wszystko, by ją odszukać. Kto jest winny? Gdzie zniknęła Amy? Przez ponad dwie godziny film trzyma w napięciu, jest świetnie zrobiony i właściwie do ostatniej minuty nie jesteśmy pewni, co tak naprawdę się stało. Jeden z najlepszych thrillerów, jakie miałam okazję oglądać ostatnimi czasy. 


5. Film biograficzny - "The Imitation Game" (2014)

Czy ja kiedyś wspominałam, że uwielbiam Benedicta Cumberbatcha? Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia (na początku uważałam jego twarz za szczególnie irytującą), ale po obejrzeniu "Sherlocka" przepadłam! Na "The Imitation Game" czekałam z niecierpliwością, bo po pierwsze uwielbiam filmy, które tematyką dotykają II wojny światowej; po drugie - aktorzy! Film, w którym gra Cumberbath i Keira Knightly to coś, obok czego nie mogę przejść obojętnie. Obraz opowiada historię wybitnego angielskiego matematyka Alana Turinga, który próbuje rozgryźć działanie Enigmy, tym samym ułatwiając wygranie wojny Aliantom. Benedict fantastycznie poradził sobie z postacią Turinga, przerażająco inteligentnego, ale wyobcowanego dziwaka (mam wrażenie, że w takich rolach angielski aktor czuje się najlepiej). Choć spodziewałam się efektu "wow", którego niestety zabrakło, film i tak zasługuje na uznanie. Jeśli lubicie takie historie, na pewno przypadnie Wam do gustu!


6. Muzyczny - "Whiplash" (2014)

No i znów - odpychająca mordka Milesa Tellera, ale filmu nie mogłam nie-obejrzeć! Młody aktor tym razem wciela się w rolę perkusisty Andrew Neimann'a, który za wszelką cenę chce zostać "kimś". Poświęca na to ogromne ilości czasu i energii, zdzierając ręce podczas grania, a także znajomości - olewa dziewczynę, tłumacząc to tym, że chce się skupić tylko na sobie. Na swojej drodze spotka Terenca Fletchera (J.K. Simmons), który, choć będący jego nauczycielem, nie będzie za bardzo pomocny. Co mu to przyniesie? Czy opłaca się poświęcić wszystko, by osiągnąć sukces? Nie do końca lubię filmy muzyczne, ale ten naprawdę mi się podobał - genialna muzyka w tle, ciekawa historia i już-nie-tak-wkurzający Teller. Warto! 





Sprawdź także:

2 komentarze :

  1. Fabuła komedii romantycznej jest mi bliska, więc może się skuszę. Whiplash jest genialny, zgadzam się w kwestii muzyki. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo! Na pewno skuszę się na horror! :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.