Ten blog jest pisany dla pieniędzy

  W blogosferze zawrzało - Nicole Młotkowska i Marcin Latuszewski z bloga Polacy Rodacy śmieli opublikować zarobki modowych blogerek!


     Tomasz Tomczyk (ostatnio szerzej znany jako Jason Hunt, chyba rośnie nam kolejny Kuźniar) wysmarował długiego posta, "czołowe blogerki" zaspamowały snapami (trzysta sekund paplania głupot, nie polecam), wypowiedziała się, standardowo, Karolina Korwin-Piotrowska (której Jessica Mercedes, próbując chyba coś udowodnić, dodawała komentarze z linkiem do wpisu Dżejsona Hanta), no i ogólnie rzecz biorąc, zrobił się bałagan. A o co? O to, że biedni-ludzie-bez-pomysłu-na-życie lub, co gorsza, wszyscy-biedni-nie-zarabiający-blogerzy mają ból dupy o zarobki blogerek. Kurczę, ale serio, kto ma?

     Well, wiem, kto na pewno miał-by - wszyscy ciężko pracujący ludzie, których praca jest w jakikolwiek sposób potrzebna, którzy czerpią z niej przyjemność (a nie forsę). Ale wiecie co? Nie sądzę, żeby Pan Kierowca Autobusu (praca przydatna) z Panem młodym-Prawnikiem (praca wymagająca wiedzy) i jeszcze może z Panem Artystą-Malarzem (praca pasja, bez kasy), rozprawiali o tym jak im źle, że nie zarabiają tyle co Dżesi Mercedes. Więc kogo tak naprawdę obchodzą zarobki tych, ani przecież nazbyt urodziwych ani elokwentnych, dziewczyn? Nikogo. No, może poza blogerkami, które, nie wiadomo czy się żalą (że ktoś zagląda im do porfela), czy chwalą (ile w nim mają kasiory). Gratuluję obrotności, naprawdę. 

      Okej, jeśli zdaliśmy sobie sprawę, że tak naprawdę nikogo nie obchodzą zarobki blogerek, to skąd w ogóle wziął się ten cały syf? A może stąd, że nie chodzi o same zarobki, ale o sposób, w jakie dziewczyny te pieniądze zarabiają. A nawet nie o sposób! Jest przecież mnóstwo blogerów, którzy tworzą swoje strony z pasją (i tych naprawdę cenię, bo prezentują coś wartościowego - i niech dostają za to wynagrodzenie!), bez całej otoczki która towarzyszy "czołowym blogerkom". Chodzi o ich przekonanie, że takie  ich "zarabianie" to ciężka praca. Nie, nie uwierzę że przebranie się w przysłane do reklamy ciuszki, pozowanie na dworze przez pół godziny, a następnie wrzucenie tego na bloga (z dopiskiem o dzisiejszym stanie psychicznym autorki, bo to pogłębia relację z czytelnikami, którzy, by the way, pewnie nic nie obchodzą sławnej blogerki - oprócz tego, że robi na nich kasę), jest pracą trudną. Bo nie jest. I nie rozumiem, dlaczego wszyscy stojący "za" blogerkami (czyli najczęściej one, wszelkiej maści celebrtyki i Dżejson Hant), próbują mi wmówić, że tak jest. Otóż - nie, nie jest. Wisi mi ile za to dostajecie, ale pokazanie swojej twarzy nie jest ciężką pracą. Kropka.

      Przejdźmy teraz do wpisu Dżejsona. O ile "kpiące" i "ironiczne" docinki Dżesiki Mercedes czy długie wypowiedzi Maffeszyn na Snapchatcie budziły uśmiech zażenowania, o tyle Dżejson wywołał raczej krzyk rozpaczy. Choć dopisek na blogu głosi:

"Wszystkie teksty na blogu (...) nie przedstawiają moich poglądów, a co za tym idzie należy traktować je jako fikcję literacką."

       Nadal stanowczo upieram się przy tym, że Dżejson jednak na blogu swoje zdanie prezentuje. A jeśli nie - no cóż, jego fikcja literacka zakrawa o komedię. Od samego początku tekstu Hant ciśnie po biednych-ludziach-bez-blogerskiego-zacięcia (tak, jakby wszyscy chcieli pokazywać swoją twarz na Insta za hajs), dochodząc nawet do tego, że:           

"Nic tylko zakładać bloga. Sedno w tym, że wszyscy ci prześmiewcy, krytycy i hejterzy są za mało utalentowani, aby dorównać choćby najgorszej z czołowych blogerek"







No cóż. Nie wiem jak bardzo pozbawieni talentów muszą być w takim razie krytycy i hejterzy, bo czołowych blogerek utalentowanymi bym nie nazwała. Ale dalej jest lepiej:

"Te blogerki powinny być dla ciebie inspiracją. Symbolem życia, jakie każdemu z nas kiedyś tam się marzyło. Robić co się chce."

        Dlaczego symbolem ma być dla mnie osoba, która, by jako tako wyglądać potrzebuje dwudziestu drogich kosmetyków, osoba która nie ma zbyt wiele ciekawego do powiedzenia? Dlaczego Dżejson próbuje nam wmówić, że na życie, które nam się marzy składa się tylko i wyłącznie dobry wygląd (którego rodzimym blogerkom trochę poskąpiono, ale cicho sza, bo posądzą o ból dupy), forsa i możliwość robienia jedynie przyjemnych rzeczy? Dlaczego, nie tylko Hant zresztą, próbuje się nam wmówić, że to jest właśnie to, czego potrzebujemy? Wszystko, co jest nam niezbędne do sukcesu (a więc góry pieniędzy) to ładna twarz i "pomysł na siebie". Chyba nie chcę żyć w takim próżnym świecie prostych konsumpcjonistów. Ale Dżejson jedzie dalej, z trudem brnę przez ignorancką i niepozbawioną samozachwytu wypowiedź, ale by Wam tego oszczędzić, skrócę - generalnie wszyscy, którzy tyle nie zarabiamy/nie mamy pomysłu na siebie/nie jesteśmy tak fajni (niepotrzebne skreślić), jesteśmy zawistni i zazdrośni. Ot co!
     
     Więc let me get that straight - nie wszystko robi się dla pieniędzy. Nie są one najważniejsze w życiu, u mnie sytuują się pewnie tylko trochę nad ocenami z przyrki. Więc kiedy zakładam bloga, kiedy piszę, nie muszę robić tego dla pieniędzy. Nie muszę i nie chcę. Nie interesuje mnie reklamowanie czegokolwiek ani ilość wyświetleń (którymi znów tak chętnie chwali się Dżejson Hant), bo piszę o sobie, o tym co myślę i o tym co widzę. Ale nie chodzi nawet o blogowanie. Czy naprawdę tak trudno pojąć, że nie wszystkich obchodzi kasa? Że nie wszyscy jarają się tym, ile kto zarabia, nie wszyscy odczuwają z tego powodu zazdrość? Super, jeśli lubisz zarabiać kilkanaście tysięcy miesięcznie na wypocinach na swoim marnym blożku. Ale przestań czepiać się tych ludzi, którzy tego nie robią i nie posądzaj ich o brak ambicji. Bo o to można posądzić raczej próżne dziewczyny, które żyją z pokazywania swojego (?) życia.

      Bo prawdziwe życie na tym nie polega. Nie powinno przynajmniej. Nie powinno opierać się jedynie na ładnej twarzy i chudym brzuchu, na modnych ciuszkach, na pustych wpisach bez znaczenia, na rozbijaniu się po imprezach, ściankach i barach. Czy naprawdę nie oczekujecie nic innego od życia poza tymi, jakże wątpliwymi, "wartościami"? Dlaczego w ogóle dajemy (daliśmy) sobie wmówić, że tak właśnie powinno to wszystko wyglądać?



Sprawdź także:

17 komentarzy :

  1. Mnie to śmieszy ta cała fascynacja kominkiem. Mam wrażenie że jego posty (które są czytane średnio przez 10 tyś osób - co dziwne bo na fejsbuku przecież ma ponad 60 tyś lajków, ale ok :D ) są pisane specjalnie na przekór wszystkim. Co prawda porusza jakieś ważne tematy, ale to wszystko w moim odczuciu jest sztuczne... i jeszcze te jego prostackie i chamskie dopiski w niektórych tekstach. Jak dla mnie sprawia wrażenie osoby która wokół siebie tworzy jakiś sztuczny świat, który nijak ma się do rzeczywistości, ale może ja się nie znam.
    Co do zarobków blogerek, niech mają, nie zazdroszczę. Fajnie że znalazły sposób na życie jakie im się podoba i za który jeszcze mogą się utrzymać :) Mam nadzieję że i mi się kiedyś uda haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo zdanie o kominku (co to za pretensjonalny nowy nick). I znów, muszę się zgodzić z Tobą jeśli chodzi o blogerki - fajnie że zarabiają, daleka jestem od tego by im zazdrościć, ale dlaczego uważają że ciężko pracują i im się należy? Dziwne to takie.

      Usuń
  2. Jedno tylko powiem i do tego niezbyt ładnie, ale trudno - nie sra się do własnego gniazda. Jeszcze do tego w sposób bardziej pretensjonalny niż nowy nick Kominka. Jechanie po innych, bo są "wyżej" jest bardzo na poziomie, doprawdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wyżej" czego? Blogerskiej sławy? Jeśli tak właśnie sądzisz, to chyba nie przeczytałaś/eś dokładnie całego posta.

      Usuń
    2. Ja w wypowiedzi Ani tonow pretensjonalnych nie dostrzeglam. I nie mowie tego przez sympatie do niej, czy tez przez to, ze ja akurat z checia bym sie przejechala po tych co "sa wyzej". W kwestii zarobkow blogowych moga sobie byc i na orbicie okoloziemskiej czy gdzie im sie zywnie podoba; nie zmienia to bowiem faktu, ze czesto te ich zarobki sa niewspolmierne do wysilkow w dana prace wlozonych i efektow. A tyczy sie to kazdego zawodu. Czy lekarz nie ma prawa skrytykowac innego lekarza za to, ze ten drugi leci na fejmie i dawno zapomnial, jak sie leczy?

      Zastanawia mnie tez, od kiedy prowadzenie bloga w sposob czysto hobbystyczny stalo sie jakims pietnem i wyznacznikiem, ze w zyciu nie wyszlo, bo przeciez nikt za to nie placi. Mi nie placi nikt. Nie mam duzo wejsc, nie mam oszalamiajacych statystyk i nie mam zdjec niczym autorstwa Ellen von Unwerth. Ale tez nie o to mi chodzi - dzieki blogowi mam chwile dla siebie, stalych czytelnikow i mozliwosc kreowania tego kawalka mojej cyberprzestrzeni. I super. Przy okazji uprawiam wymarzony zawod, ktory daje mi wolnosc, pieniadze i czas na to, by mojego niepopularnego bloga prowadzic. Ekstra. I ten moj zawod wykonuje z pasja, doswiadczeniem i energia, co jest jeszcze bardziej ekstra. Nikt nie moze mi zarzucic, ze moja placa jest niewspolmierna z wysilkiem i czasem, ktory poswiecam na wykonywanie mojego zawodu. A o to chodzi z tymi nieszczesnymi blogerkami - bawia sie w zawody (modelek, dziennikarek modowych, slupow reklamowych, ubraniowych i kosmetycznych guru), do ktorych nie sa przygotowane i za ktore placi im sie wlasnie te niewspolmierne pieniadze, gdy tymczasem ludzie o odpowiednim wyksztalceniu czesto sa po cichu pomijani. Z blogerow zrobiono bozyszcze nastolatek.

      Usuń
    3. "Zastanawia mnie tez, od kiedy prowadzenie bloga w sposob czysto hobbystyczny stalo sie jakims pietnem i wyznacznikiem, ze w zyciu nie wyszlo, bo przeciez nikt za to nie placi." - dokładnie tak, Zuza! Jakby to, że nie płacą Ci za pisanie, oznaczało, że a/nie masz talentu b/nie masz pomysłu na siebie. A może Ty wcale nie chcesz go mieć, bo robisz to... dla siebie?

      Usuń
  3. Chyba nie o to chodzi w prowadzeniu bloga, żeby zarabiać. Jeśli to ktoś przy okazji robi - cieszę się jego szczęściem. Ja wolę mój blog prowadzić czysto hobbystycznie i będę się cieszyć z każdego czytelnika :) Ale są też ludzie, którzy zakładają reklamy i starają się zarabiać na czytelnikach od pierwszych dni w blogosferze.
    Nie rozumiem całej afery z zarobkami blogerek - zarabiają, pokazują swoją twarz, płaci za to branża modowa, nie podatnicy. Fakt ich blogi nie pokazują zbyt dużego poziomu intelektualnego, ale jeśli komuś coś nie pasuje, to proponuję, żeby po prostu tego nie czytał. :) Rozumiem, że faktycznie zarabianie 8 tysi za wpis na blogu to kupa hajsów, szczególnie za wpisy tej jakości, ale nie mam parcia żeby się tym zadręczać.

    OdpowiedzUsuń
  4. "W blogosferze zawrzało - Pudelek śmiał opublikować zarobki modowych blogerek!" - Dlaczego kłamiesz ? Przecież to nasz blog opubilował zarobki blogerek.

    Pozdrawiamy, Nicole Młotkowska i Marcin Latuszewski

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę się z Tobą nie zgodzić. Dla mnie blogerki są symbolem życia, jakie sobie wymarzyłam. I nie chodzi o ich buzie, bynajmniej. Raczej o to, że dostają kasę za to, co lubią robić. Nieważne, ile wkładają w to wysiłku (czy wcale, czy nie śpią po nocach) - po prostu zarabiają na swojej pasji, bo od pasji przecież się zaczęło. I każdy chyba tak by chciał. Dostawać kasę za coś, co i tak zrobiłoby się za darmo.

    Mocny tekst, ale chyba więcej zarobisz na nim krytyków. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze jedno. Pieniądze są ważne. Nie najważniejsze, ale jeśli masz do wykarmienia dzieci, swoje pasje i tylko swój portfel jako jedyne źródełko, to jednak zmienia się punkt widzenia i hierarchia priorytetów.

      Usuń
    2. Jasne, fajnie jest dostawać kasę za to, co się lubi. Wkurza mnie po prostu ich marudzenie, że to taka "ciężka praca". Poza tym, jak pisałam ("i tych naprawdę cenię, bo prezentują coś wartościowego - i niech dostają za to wynagrodzenie!") - dla mnie spoko, jeśli ktoś prowadzi bloga z pasją i dostaje kasę, fajnie, ale wkurzają mnie "czołowe polskie blogerki" i podejście Dżejsona, który uważa, że każdy blog jest dla hajsu.
      A co do pieniędzy - może i są ważne, ale nie trzeba wszystkiego do nich sprowadzać, a więc też prowadzenia bloga, którego wielu robi po prostu dla siebie.

      Ale dzięki za opinię i w ogóle, miło poczytać konstruktywną krytykę a nie zwykły hejt! :)

      Usuń
  6. Aniu, mimo ze jestem sporo starsza od Ciebie, to z przyjemnoscia czytam Twoj blog. Cieszy mnie, ze masz jasno skrystalizowane poglady i nie boisz sie ich wyrazac. Z Twoich wypowiedzi bije taka dojrzalosc, ze czasami az trudno mi uwierzyc, ze masz dopiero 18 lat :) Doskonaly wpis, zgadzam sie z Toba w 100%. Jestem przerazona, ze te tzw. "topowe blogerki" niewiele soba reprezentuja (poza prezentowaniem swoich polnagich cial i dziobkow przy kazdej nadarzajacej sie okazji), a mimo to sa wzorem do nasladowania dla tysiecy nastolatek i mlodych kobiet w Polsce. Przykro patrzec na to, ze to mlode pokolenie zupelnie utracilo zdolnosc samodzielnego myslenia i jedyne, co je interesuje to pieniadze, wyglad zewnetrzny i lans…Twoja postawa jest powiewiem swiezego powietrza i przywraca nadzieje, ze nie wszystkie mlode dziewczyny maja sieczke w glowie. Gratuluje dojrzalosci i z niecierpliwoscia czekam na kolejne wpisy. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mam dorzucić coś od siebie - od dawna wyglądasz mi na osobę z nieuświadomionym filozoficznym zacięciem ;)

      Komin otwarcie stwierdza, że bloga prowadzi dla pieniędzy. Zawsze miał taki cel, żeby być bogatym i żyć wśród najnowszych gier i sprzętów. Ale cóż poradzisz - tacy ludzie istnieją i ich nie pozabijasz przecież. Jego blog również skierowany jest do tej właśnie rzeszy odbiorców, toteż jeśli do nich nie należysz, nie "czaisz" jego filozofii życia, a uznajesz wyższe wartości - to bloga czytać nie będziesz i autora niewiele obchodzi czy go czytasz czy nie :)

      Hejt na blogerki kompletnie rozumiem - masz rację - jednak z pustego i Salomon nie naleje, tych dziewczyn żadna krytyka nie przekona a dopiero życie ewentualnie czegoś nauczy, zmiana musi nastąpić wewnątrz nich. O ile w ogóle warto się przejmować, by zaszła :)

      Usuń
    2. Dziękuję (chyba!) :D
      Smutne to po prostu, że żyjemy w świecie gdzie liczy się koleś, który (otwarcie) pisze dla kasy i dziewczyny, które są kompletnie puste (i robią na tym kasę).

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.