Przegląd filmowy (część pierwsza)

Nowy cykl na stronie! Krótkie recenzje filmów, które miałam przyjemność (albo nieprzyjemność) ostatnio obejrzeć.


'What if' (2013)

Odpalając ten film, miałam ochotę na coś lekkiego. Niewymagającego zbyt wielkiego skupienia, ale nie ogłupiającego (moje filmowe wymagania w jednym zdaniu, w 70% przypadków). I się nie zawiodłam! Historia Wallace (Daniel Radcliffe), będącego raczej zamkniętym facetem z supernudną pracą i raczej-nudnym życiem, i Chantry (Zoe Kazan), zdolnej rysowniczki, marzycielki, będącej w szczęśliwym związku, jest po prostu urocza. To jedno słowo najlepiej opisuje ten film. Uroczy. Wallace i Chantry zaprzyjaźniają się, choć chłopak od początku chce czegoś więcej. Co z tego wyniknie? Czy damsko-męska przyjaźń jest w ogóle możliwa?

Moja ocena - 6/10 



'Once' (2006)

Film, którym zachwycają się chyba wszyscy, który chciałam obejrzeć od dawna, obietnica pięknej historii z muzyką w tle.. I wielkie nic! Zawód życia! Serio, przez cały film nie dzieje się kompletnie NIC ciekawego. Cały obraz jest właściwie wykonaniem utworów muzycznych z przerwą na dziwne, nudne sceny. Nie zauroczyła mnie ani postać ulicznego muzyka ani czeskiej emigrantki (wiecie, że nie mają oni nawet imion?). Wiele osób zachwala 'Once' za jego autentyczność i prostotę. Ta, jasne. Filmu nie obejrzałam nawet do końca (bo ZAWSZE zasypiam jak się wyjątkowo nudzę...)

Moja ocena - 2/10



'Love, Rosie' (2014)

Do filmu zbierałam się długo, bo zazwyczaj nie lubię produkcji, uwaga paradoks, które są wielkim hitem. Po prostu tak mam - jeśli wszyscy się czymś zachwycają, ja nie. Taka ze mnie krejzolka. W każdym razie, niedawno miałam ochotę na coś w stylu mojego ukochanego 'About time' - niby komedia romantyczna, ale pozbawiona utartych schematów i niegłupia. I znów udało mi się trafić, bo właśnie takim filmem jest 'Love, Rosie'. Największe zalety filmu? Jest to obraz angielski (ahhh), gra tam Lily Collins (która wygląda tam obłędnie!), historia jest przeurocza i płakałam, oraz ostatnie, najważniejsze, gra tam Sam Claflin (czy tylko ja uważam, że jego zgryz jest super?). 

Moja ocena - 9/10 (zawsze jak się spłaknę to zawyżam ocenę)


'Tre metri sopra il cielo' (2004)

Kolejny hit - filmem "Trzy metry nad niebem" zachwycały się wszystkie dziewczyny, jakieś pięć lat temu, przy okazji wypuszczenia hiszpańskiej wersji. Nie mogłam być jedną z nich. Dopiero niedawno odpaliłam ten film i to oczywiście nie wydanie hiszpańskie (fujble), tylko włoskie. Nie mam zupełnie porównania między wersjami, ale zakładam, że oba opierają się na tym samym, niestety utartym schemacie. I choć podczas seansu zakochałam się w aktorze grającym Stepa (Riccardo Scarmarcio), to poza tym film był słaby. Dosyć nudny, przewidywalny, postać Babi była irytująca... No ale akcja działa się w Rzymie i mówili po włosku, więc jakoś zniosłam te katusze. 

Moja ocena - 5/10 



'Transcendence' (2014)

Historia doktora Willa Castera (Johnny Depp), który pracuje nad stworzeniem sztucznej inteligencji. Po co? Czy ma ona naśladować Boga? Doktor zapytany o to, bez wahania przyznaje, że tak. Jak powiedzie mu się próba stworzenia superinteligentnego komputera? Film jest zrobiony naprawdę ciekawie, idea w nim przedstawiona jest interesująca (czy nasza przyszłość serio leży w rękach, ekhm, klawiaturach(?), komputerów?), wykonanie też bardzo okej. Nie zachwyca Johnny Depp (a szkoda, bo jeszcze jakiś czas temu należał do grona moich ulubionych aktorów!), bardzo dobrze wypada Rebecca Hall, która świetnie odgrywa rolę zakochanej, i zaślepionej tą miłością, kobiety. Podoba mi się, że film nie jest stricte o komputerach, ale opowiada też o życiu jednostki. 

Moja ocena: 6/10



Sprawdź także:

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.