Maj zabrał mi wszystko, czyli o braku motywacji


W maju ostatkami sił próbowałam coś naskrobać. Mówię sobie: "kurka, kula (bo tak właśnie nazywa mnie mój chłopak, twierdząc, dziwak, że jestem grubasem), no napisz coś. Przecież lubisz pisać. To chociaż zdjęcia porób. Nie?". Otóż: nie. I choć głęboko myślę, zastanawiam się, rozmyślam; straciłam głowę, już chyba pisać nie umiem. 

Mogę to wszystko zwalać na wiosnę: że za ciepło, że za zimno, że za ładnie że za ładnie, że za brzydko, że jestem w zbyt dobrym nastroju albo zbyt złym. Nie lubię wymówek, ale cały czas je powtarzam. Co mam zrobić, kiedy nie mam o czym pisać, choć bardzo chcę? Leżę, pachnę i czekam na inspirację - nic. Zmuszam się do pisania - nic. 

Czytam wszystkie ciekawe wpisy wszystkich wspaniałych osób - kolejne podróże, mądre przemyślenia, ciekawe głupotki, piękne twarze, dobre zdjęcia, modne ubrania... I nie odnajduję w tym siebie. Choć szukam tematów, choć głowę mam pełną kłębiących się myśli, nie umiem o tym pisać.

I choć w moim życiu dzieje się tyle fantastycznych spraw, oglądam tyle pięknych miejsc, spędzam czas z cudownymi ludźmi, jem pyszne rzeczy, czasem przeczytam coś wciągającego (chociaż o to trudno) i obejrzę dobry film (o to trochę łatwiej) - nie umiem znaleźć słów, by o tym napisać.

Nie chcę pisać byle czego. Nie chcę tylko zbierać lajków. Chcę mieć pomysł, chcę pisać. Podróżować. Czytać ciekawe powieści. Robić coś w życiu. 

A tu nic. Wielkie nic.

Maj zabrał mi wszystko. 



(jeszcze trochę i mi przejdzie, chyba; poprawy nie obiecuję)


Sprawdź także:

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.