Olá Lisboa!

Lizbona jest klimatyczna, tania i, jak na europejską stolicę, stosunkowo mała. Nie ma tu też (jeszcze!) zbyt wielu turystów. Czego chcieć więcej?



     Portugalia marzyła mi się od dłuższego czasu (winię za to Olę z Duże Podróże), ale jakoś nie było okazji żeby tam jechać. No i nie było z kim - Jasiol cały czas wkurza się na Portugalię za przegraną z Grecją w jakimś-tam-Euro (słyszałam tę historię już milion razy, a nadal nie bardzo wiem o co cho). Ale w marcu moja mamka zaczęła mi marudzić, że gdzieś by sobie pojechała. Kierunek był oczywisty - Portugalia!





      Lizbona spodobała mi się prawie od razu. Właściwie jedyny zgrzyt w naszej relacji pojawił się na początku, gdy w pokoju hostelowym przywitał mnie obrzydliwy pająk. Dzięki za zniszczenie pierwszego wrażenia! Poza tym Lizbona była super - spacerowanie po "siedmiu wzgórzach" (jest tylko jedno miasto zbudowane na siedmiu wzgórzach, Lizbono, i dobrze wiemy że to nie ty!!!) było męczące, ale, cytując klasyka, w tak pięknych okolicznościach przyrody jakoś dało się to znieść. Ludzie okazali się przemili - wszyscy byli superpomocni, zagadywali sami z siebie, co dla takiego nieśmiałego nieogara jak ja było zbawieniem.





     Stolica Portugalii wydaje mi się bardzo przyjemnym miejscem do życia. Nie jest zatłoczona - jeszcze nie ma tu tylu turystów i 'selpi selpi', którzy próbują ci wcisnąć oryginalne rosze i szanel (kto by się oparł?). Póki co jestem hipsterem, pojechałam do Portugalii zanim to było modne hehe (dobra, nie do końca, ale dajcie się nacieszyć moim pierwszym razem jako hipster).




     A jeżeli Wy chcecie się poczuć hipsterami, wpadajcie do LX Factory. Miejsce jest super, prawie wygrywa z ogrodami botanicznymi (ale tam jednak były PAWIE). Najmilsze wspomnienia z mekki hipsterów to Pan Artysta z księgarni, który tworzy niepotrzebne rzeczy. Opowiedział mi historię o tym, jak raz stworzył wiatrak i załamał się, bo przypadkiem zrobił coś użytecznego. Najgorsze wspomnienie? Pan Kelner, Portugalczyk Władysław, który chyba nie zna Gonciarza i spytał nas, czy nie jesteśmy z Rosji (0:48). NIE, NIE JESTEŚMY.




     Właśnie, wspominałam już o ogrodach botanicznych. One. Są. Super. My byłyśmy w dwóch - Jardim Botânico Tropical (niedaleko Torre de Belém i Klasztoru Hieronimitów) i Jardim Botanico de Universidade de Lisboa (w centrum). Ten pierwszy podobał mi się bardziej, bo były tam PAWIE, a do tego koguty, gęsi i wszystkie inne stworki, którymi tak się jaram. Wejścia do obu ogrodów kosztują 2 euro.















     W Lizbonie byłyśmy dwa dni i dopiero wieczorem drugiego dnia doczłapałyśmy się na słynną Alfamę. Po zatłoczonej Barcelonie (o tym później, nie wypada tak po sześciu miesiącach niepisania wrócić i narzekać) jakoś mało ciągnęło mnie do "turystycznych" miejsc. Wieczorem Alfama okazała się bardzo przyjemna - pełno restauracji ukrytych w klimatycznych uliczkach i dźwięki fado. Nie wiem jak jest w dzień, ale w nocną Alfamę polecam!













     Przed wyjazdem dużo naczytałam się o Miradouros, czyli punktach widokowych. My dotarłyśmy na Miradouro de Sao Pedro de Alcantara, Miradouro de Santa Luzia i Miradouro das Portas do Sol. Żadne mnie nie zachwyciło, ale winię za to światło - w ogóle podczas całego wyjazdu światło nie sprzyjało (trzeba wrócić!). Byłyśmy też w polecanym przez Olę Parque Eduardo VII - widok na rzekę Tejo jest wyczesany, szkoda tylko że chmury nie podzielały naszego entuzjazmu i postanowiły wszystko zasłonić. Dzięks chmury.





     Last but not least, gdzie zjeść w Lizbonie? Na pewno polecam LX Factory z panem Władysławem (tak naprawdę, jak na Portugalczyka przystało, był przemiły) i super burgerami (z serem kozim i dżemem z czerwonej cebuli, om nom nom). Oprócz tego super miejscem jest Mercado da Ribeira - wielka hala, w której jest mnóstwo żarełka. My wzięłyśmy sushi (x2), krewetki w cieście, gęś, kurczaka, ciasta (czekoladowe i oreo) i dużo wina. Niezły miks, ale wszystko było super smaczne. A co do słodkiego, najbardziej polecam słynne Pastéis de Belém, ich ciastka naprawdę są przepyszne!





     A co trzeba zrobić w Lizbonie? Zjeść wspomniane już Pastéis de Belém (pyszka!), zobaczyć Azulejos (czy też zuzole, jak nazywa je moja mamka), zjeść dorsza i zrobić zdjęcie żółtego tramwaju. 3/4, bo przecież nie będę jeść ryb, fujka. Nie chcę używać frazesów, nie chcę kolejny raz pisać że Lizbona ma klimatyczne uliczki (chociaż ma),  ale naprawdę warto odwiedzić to miasto. Lizbona jest super!








Sprawdź także:

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.