Moje włoskie triki - czyli jak zaoszczędzić w Rzymie

Wypady na kilka dni do jednego miasta powinny a/ być tanie, b/ pozwolić nam maksymalnie poznać miasto w krótkim czasie. Jak odnaleźć się w Rzymie by nie zmarnować ani czasu, ani pieniędzy?


Zasada drugiej strony rzeki

Choć na pewno po obu stronach Tybru można zjeść smacznie, na Zatybrzu jest dużo większe prawdopodobieństwo zjedzenia dobrego (i taniego!) posiłku. Powód jest prosty - o ile w bardziej turystycznej części miasta, restauracje nie bardzo dbają o jakość jedzenia (po co się starać, skoro turysta prawdopodobnie już nigdy tam nie wróci?) a do tego rzucają ogromnymi cenami (na przykład zwykła Margharitta za 11 euro przy Watykanie, a oddalając się od "atrakcji turystycznych" możemy zjeść ją już za 4-5 euro), o tyle będąc właśnie na Zatybrzu możemy trafić na małe knajpki, które obsługują lokalsów. Jeśli chcecie zaoszczędzić na jedzeniu - stosujcie się do zasady drugiej strony rzeki. 


Nie daj się wkręcić w płatne muzea, jeśli... mogą być bezpłatne

Oczywiście nie zawsze się tak da - czasem kupujemy bilety lotnicze na promocji i nie zwracamy za bardzo uwagi na datę. Ale warto to zrobić! Najlepszym przykładem są Muzea Watykańskie - wstęp do nich kosztuje 16 euro, ale w ostatnią niedzielę miesiąca, można tam wejść kompletnie za darmo. Kolejka ciągnie się od wejścia do Muzeów aż do Placu św. Piotra (a to jest, uwierzcie mi na słowo, dosyć duża odległość), ale czeka się tylko około godziny. Moja rada? Nie idźcie tam wcześnie rano. Myśleliśmy, że to taki super pomysł - pójdziemy zaraz przed otwarciem, kolejka będzie mniejsza. Well, wszyscy pomyśleli to samo. Podczas gdy my staliśmy w kolejce do Muzeów, do Bazyliki św. Piotra oczekiwania praktycznie nie było (godzina dziewiąta). Natomiast kiedy poszliśmy wystać swoje, by wejść do Bazyliki (godzina dwunasta)... do Muzeów kolejki nie było wcale. Planowanie my ass. 


Zaoszczędź czas wszędzie, gdzie się da 

Nie mówię oczywiście o szalonym biegu od Koloseum do Fontanny di Trevi i dalej. Takie zwiedzanie mnie nie przekonuje. Ale jeśli w niektórych miejscach możemy zaoszczędzić czas, to warto z tego skorzystać. Najlepszym przykładem jest kupienie biletów do Koloseum i Forum Romanum (koszt - 7,50 euro dla osób między 18 a 26 r.ż.). Podczas gdy wszyscy ustawiają się w kolejce okrążającej Koloseum, będącej co najmniej dwugodzinnym oczekiwaniem, bystrzy podróżnicy (jak ja, i Ty teraz, uzbrojony w tę wiedzę) udają się do kasy zaraz przy wejściu do Forum Romanum. Czas oczekiwania? Piętnaście minut! Mam wrażenie, że mało kto wie, że na obie atrakcje obowiązuje ten sam bilet - Wy już to wiecie, więc nie stójcie w tej ogromnej kolejce (bo ona ciągnie się jeszcze w środku, nie tylko na zewnątrz!). 


Nie daj sobie wcisnąć wszystkiego od "selpi, selpi"

"Selpi, selpi" to nazwa, którą nadaliśmy wszystkim ulicznym sprzedawcom, gdyż tak właśnie wymawiają oni słowo "selfie", wciskając wyciągniki do robienia tego typu zdjęć. Są irytujący i upierdliwi, nie da się od nich opędzić. Ale nie dajcie się zrobić! Gdy "selpi, selpi" wciska Wam coś, co chcecie kupić - targujcie się. Choć może wydawać się to oczywiste, naprawdę warto chwilę się poupierać przy swojej cenie, bo niemal na pewno wygramy. Wydaje mi się, że wielu ludzi od razu płaci cenę zaproponowaną przez "selpi, selpi" - Wy tego nie róbcie! 


Jedz pizzę al taglio

Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za jedzeniem w restauracjach. Uwielbiam jeść, ale wolę to robić w domu (lub hotelu) albo na dworze. Nie czuję się dobrze, gdy jacyś ludzie jedzą zaraz obok mnie, gdy kelner kręci mi się przy stoliku, gdy nie mogę normalnie porozmawiać (może i mogę, ale nie umiem). Jeśli też jesteś takim dziwakiem (jak nie jesteś to też), to polecam jedzenie pizzy al taglio, czyli takiej sprzedawanej na kawałki. Za dwa duże kwadratowe części pizzy zapłacimy około 6 euro. Jeśli będziecie w Rzymie polecam Wam dwa miejsca z pizza al taglio (choć jest ich mnóstwo) - Alice na via Flavia (okolice dworca Termini) oraz niepozorną knajpkę na Piazza Barberini, nazwaną po prostu "Pizzerią" (na prawo od fontanny).


Odpuść sobie polskie śniadanie

Rzym przeszliśmy wzdłuż i wszerz, ale znaleźliśmy tylko dwa (!) sklepy, w których było pieczywo, nie wyglądające zresztą zbyt smacznie. Kanapki sprzedawane w kawiarniach są drogie (powyżej 4 euro) i znów, nie zachęcają do jedzenia. Jeśli w hotelu nie macie zapewnionego śniadania (a nawet jeśli macie, to nie nastawiałabym się na nic innego jak kawę i cornetto), jedźcie w kawiarniach - ale nie bułki, tylko rogaliki. Dla nas idealnie sprawdziło się jedzenie... w Maku. Ich oferta z McCafe jest superpyszna (nadal jaramy się zbożowymi croissantami z frutti di bosco, czyli owocami leśnymi) i do tego tania - na śniadanie dla dwóch osób przeznaczaliśmy dziennie około 5 euro, co składało się na cztery przepyszne rogaliki i dużą kawę. Choć może się wydawać, że bez buły i szynki nie ma dobrego śniadania, my byliśmy super zadowoleni.


To co, gotowi na odkrywanie Rzymu?

PS Więcej rzymskich inspiracji - tutaj! 


Sprawdź także:

Brak komentarzy :

Obsługiwane przez usługę Blogger.