Polska jest najfajniejsza: "to-do" list w Krakowie

     "Kraków, hejnał gra, tak wita mnie" - moja wycieczka po Krakowie mogłaby właściwie rozpocząć się tym cytatem. Gdy doszliśmy na Rynek, akurat wybiła czternasta, z wieży kościoła dobiegła nas znana melodia hejnału mariackiego. Przysiedliśmy na pobliskiej fontannie, trochę zmęczeni po prawie siedmiogodzinnej podróży. Co będziemy robić? Nie wiem. Pierwszy raz nie miałam konkretnie, po kolei, co do godziny wypisanego planu. Ale, znając doskonale siebie i swojego chłopaka, postawiłam, niemalże jak zwykle, na lenistwo.

     Będąc następnego dnia w tym samym miejscu, grzejąc twarze pod tym samym kościołem, miałam doskonale opracowaną listę rzeczy do zrobienia w Krakowie i na szybko spisywałam ją w swoim skórzanym zeszycie. Tak na wszelki wypadek, następny raz, na kiedyś tam... No nie oszukujmy się, na pewno znów tu wrócę, bo Kraków naprawdę ma to coś!


To-do list in Cracow

1. Zrobić piknik nad Wisłą.


Pewnie nikogo nie dziwi to, że odpoczynek i jedzenie są na pierwszym miejscu. W każdym razie, po wcześniej wspomnianej kilkugodzinnej podróży naprawdę nie ma się ochoty na zwiedzanie podziemia Rynku czy krypt Wawelu. Ale Wawel to przecież nie tylko zamek, ale też otulające go błonie. I tutaj właśnie, spędziliśmy pierwsze godziny w mieście, wylegując się na uroczym kocyku w małpki, jedząc zgniecione w podróży ciastka i popijając zimną, orzeźwiającą wodą. W taką pogodę nie ma nic lepszego niż odpoczynek z widokiem na Wisłę.




2. Zjeść przy fontannie.


Ok, znów jedzenie. Ale serio, co poradzę skoro to najprzyjemniejsza część podróży? Uwaga, rozdaję rady dla odwiedzających Kraków - bierzcie na wynos! Po co kisić się w restauracji, skoro można jeść z widokiem na Kościół Mariacki? Ale spodziewające się nieproszonych gości - gołębie są w końcu prawdziwą plagą, chyba szczególnie w Krakowie. I błagam, nie karmić ich! To powinno być zakazane, tak samo jak grubi ludzie w legginsach.




3. Zachwycać się kamienicami.

Wiem, że może to nic odkrywczego, nawet trochę przewidywalnego i właśnie dlatego o tym wspominam. Bo Kraków bez jego wspaniałych kamienic to nie to samo i trzeba na nie zwrócić uwagę, trochę się namęczyć, pochodzić i poszukać tych najciekawszych. I mówię to ja, leń numer jeden! Więc coś w tym musi być, no nie?


4. Spacerować po Kazimierzu.


Szczerze mówiąc, na Kazimierz cieszyłam się najbardziej. Będąc w Krakowie kilka lat temu okropnie mi się tutaj podobało. Tym razem też się nie zawiodłam - urokliwe, mam wrażenie przed- lub około wojenne sklepiki, synagogi i żydowskie restauracje. Niezłe połączenie!


5. Pochodzić po parkach.


Kolejny z moich ulubionych sposobów na spędzenie czasu w nowym mieście - szwendanie się po parkach. W końcu gdy "na polu" tak gorąco, bardzo przyjemnie jest skryć się w cieniu drzew, usiąść na ławce lub posiedzieć na wspominanym wcześniej kocyku w małpki. I jeść, oczywiście!


6. Poszukać street artu.


Dziwny fakt o mnie - wprost uwielbiam oglądać takie malunki na ścianach. Zdaję sobie sprawę, że ktoś, kto mieszka w budynku, może być niezadowolony, że jakiś artysta malarz "oszpecił" jego blok czy coś, ale kurka, to jest prawdziwa sztuka! I taka podoba mi się dużo bardziej, niż zamknięta w dusznych pokojach muzeum.


6. Przejść Rynek wzdłuż i wszerz.

Krakowski Rynek serio ma "to coś". Nie wiem, czy chodzi o wcześniej wspomniane kamienice, czy po prostu o sam klimat, ale to naprawdę przyjemne miejsce by być. By przechadzać się wąskimi uliczkami, siedzieć na bruku i patrzeć w niebo. I unikać gołębi. A przede wszystkim, moi drodzy, nie karmić!




7. Zaliczyć Sukiennice i Wawel. 


Żeby nie było, że jestem kompletną ignorantką, must-see Krakowa też odwiedziłam. Nie powiem, żeby to było porywające, że myślami nie byłam na moim super kocyku w jakimś zacienionym parku, ale niech będzie. W końcu Kraków naprawdę jest pięknym miejscem, więc w sumie nieważne co się robi, jest fajnie!







Sprawdź także:

1 komentarz :

  1. Chyba pierwszy raz widzę jakieś fajne zdjęcia z Krakowa :) Super!

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.